sobota, 1 marca 2014

My dear.. Is that true?

Wcześniej nawet nie myślałam, nad założeniem bloga. Ale ostatnio jakoś nie mam z kim pogadać,a podobno pisanie 'pamiętnika' może to zastąpić. Osobiście nie sądzę, by była to prawda, ale nic nie szkodzi spróbować. A więc.. Dzisiejszy dzień nie należał do najlepszych. Do najgorszych też nie. Był przeciętny. Obudziłam się rano (to jest 14:10) z twarzą na książce. Zasnęłam koło 4, bo oczywiście straciłam poczucie czasu oglądając kolejne odcinki Gry o Tron. Po filmowym maratonie musiałam przeczytać przynajmniej parę rozdziałów ,,Gildii Magów" którą czytam już chyba 3 raz. Po ogólnym ogarnięciu siebie i włosów, które były w naprawdę ciężkim stanie zaczęłam sprzątać pokój i pilnować (wg. zaleceń tatusia) żeby obiad się nie przypalił. Do 18 zdążyłam dokończyć rysunek do szkoły, pograć na gitarze i wziąć kąpiel. O 18:10 byłam umówiona z Anetką, i poszłyśmy do mnie przy okazji zahaczając o biedronę i kupując w niej kakao. 
                                                                                
                                                                                
                                                                                •
Ostatnie dni są jakieś... Identyczne? Smutne? Nie żałuję tego co zrobiłam, ale brakuje mi tego co było przedtem. Btw. Była u mnie kuzynka przez parę dni. Było świetnie. Z resztą jak zawsze ;) 

          ,,Remember who the real enemy is"



                                                                                                           


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz